Wyobraź sobie scenariusz rodem z najczarniejszych koszmarów zimnej wojny. Waszyngton płonie, linie telefoniczne nie działają, a centra dowodzenia zostały zrównane z ziemią. Prezydent – lub to, co z niego zostało – musi wydać rozkaz kontrataku nuklearnego, ale nie ma jak go przekazać.
Właśnie w tym momencie do gry wkraczał AN/DRC-8 Emergency Rocket Communications System (ERCS). To nie była broń, lecz „głos zza grobu” – system, który miał zapewnić zagładę wroga, gdy wszystko inne zawiodło lub wyparowało z ziemi.
Czym był „Satelita Zagłady”?
W latach 60. amerykańscy stratedzy zdali sobie sprawę z przerażającej luki w systemie bezpieczeństwa. Jeśli Związek Radziecki uderzyłby pierwszy i zniszczył naziemną infrastrukturę komunikacyjną, silosy z rakietami Minuteman mogłyby nigdy nie otrzymać kodów startowych. Rozwiązaniem stał się ERCS.
W dużym uproszczeniu był to magnetofon umieszczony na czubku międzykontynentalnej rakiety balistycznej. Zamiast głowicy termojądrowej, rakieta Minuteman II (a wcześniej Blue Scout Junior) wynosiła na orbitę potężny nadajnik radiowy UHF. System ten stacjonował głównie w bazie Whiteman w stanie Missouri, gotowy do wystrzelenia w każdej sekundzie.

Jak działała transmisja końca świata?
Gdyby doszło do najgorszego, załoga w bunkrze nagrywała wiadomość głosową – tzw. Emergency Action Message (EAM). Był to specyficzny ciąg kodów alfanumerycznych, który dla pilotów bombowców B-52 i obsługi innych silosów oznaczał jedno: „Atakować cele w ZSRR”.
Po wystrzeleniu, rakieta wynosiła ładunek na orbitę suborbitalną. Tam, przez około 30 minut, nadajnik w pętli odtwarzał nagrany komunikat, zalewając eter falami radiowymi. Każdy amerykański odbiornik w promieniu tysięcy kilometrów – czy to w powietrzu, czy na lądzie – mógł odebrać ten sygnał. Był to system jednorazowego użytku; po wykonaniu zadania elektronika spalała się w atmosferze, podobnie jak nadzieje na przetrwanie cywilizacji.

Koniec zimnowojennej paranoi
System ERCS był w pełni operacyjny przez dekady, stanowiąc kluczowy element strategii odstraszania. Jego istnienie gwarantowało Rosjanom, że nawet udany „atak dekapitujący” (zabicie dowództwa) nie uchroni ich przed odwetem.
Technologia ta została ostatecznie wycofana dopiero w 1991 roku, wraz z zakończeniem zimnej wojny i prezydenturą George’a H.W. Busha. Dziś rolę tę pełnią zaawansowane satelity (jak konstelacja Milstar czy AEHF), które są znacznie trudniejsze do zniszczenia niż pojedyncza rakieta. ERCS pozostaje jednak fascynującym i przerażającym dowodem na to, jak blisko krawędzi funkcjonował świat w drugiej połowie XX wieku.

