Kiedy w marcu 2026 roku Apple zaprezentowało światu MacBooka Neo, mało kto z branży spodziewał się aż takiego trzęsienia ziemi. Nowy, 13-calowy laptop z ekranem Liquid Retina i układem z iPhone’a 16 Pro miał być budżetowym eksperymentem, a szybko stał się najgorętszym towarem sezonu.
Zapotrzebowanie ze strony nowych użytkowników i osób masowo przesiadających się z komputerów PC zdecydowanie przerosło najśmielsze oczekiwania giganta z Cupertino. Mamy teraz do czynienia z bardzo poważnym kryzysem w globalnym łańcuchu dostaw.
Potwierdzają to najnowsze doniesienia oraz analizy czołowych ekspertów rynkowych. Apple po prostu nie nadąża z bieżącą produkcją swoich najtańszych komputerów.
Skąd ten gigantyczny problem z czipami A18 Pro?
Tajemnica niezwykle atrakcyjnej ceny najnowszego MacBooka Neo tkwi w bardzo sprytnym recyklingu komponentów. Apple nie produkuje zupełnie nowych procesorów A18 Pro specjalnie dla tego budżetowego laptopa, lecz wykorzystuje w pełni funkcjonalne odrzuty z linii montażowej iPhone’a 16 Pro.
Mają one świetnie działający 6-rdzeniowy układ CPU, ale jeden rdzeń graficzny mniej, oferując docelowo 5-rdzeniowe GPU. Taki zabieg pozwala firmie drastycznie ciąć koszty i oferować bezkompromisową wydajność za ułamek ceny. Niestety, zapasy układów w fabrykach tajwańskiego giganta TSMC właśnie zaczynają świecić pustkami.
Produkcja w zaawansowanej technologii 3-nanometrowej jest zarezerwowana na wiele miesięcy do przodu. Oznacza to, że Apple nie może tak po prostu złożyć zamówienia na kolejną partię tanich podzespołów. Skokowe zwiększenie produkcji wiązałoby się z kosztami, które całkowicie zabiłyby opłacalność całego projektu.
Polska cena czyni cuda, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość
Dla polskiego konsumenta sprzęt z logo nadgryzionego jabłka rzadko bywa synonimem okazji, ale tym razem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rewelacyjna cena startująca od 2999 złotych lub 2499 złotych w sektorze edukacyjnym za sprzęt z 8 GB pamięci RAM, szybkim dyskiem SSD i baterią na 16 godzin, to rynkowy nokaut.
Nic dziwnego, że w polskich sklepach z elektroniką czas oczekiwania na dostawę w modnych kolorach, takich jak subtelny róż czy cytrusowożółty, sukcesywnie wydłuża się do kilku tygodni. Jeśli planujecie zakup tego smukłego komputera do nauki czy pracy biurowej, kwiecień 2026 roku wydaje się absolutnie ostatnim dzwonkiem na złożenie zamówienia. W przeciwnym razie magazyny nad Wisłą i w całej Europie opustoszeją na bardzo długo.
Co dalej z przyszłością najtańszego MacBooka?
Kluczowe decyzje, które zarząd w Cupertino musi podjąć w najbliższych dniach, zdefiniują przyszłość tej linii produktowej. Całkowite zablokowanie sprzedaży zabije wspaniałe rynkowe momentum, z kolei ewentualne wznowienie dedykowanej produkcji czipów drastycznie obniży marżę. Według ekspertów branżowych, Apple padło ofiarą własnego geniuszu inżynieryjnego oraz niezwykle trafnej i bezlitosnej dla konkurencji wyceny.
Na horyzoncie majaczy już co prawda rok 2027 i obiecujące układy A19 Pro wyposażone w 12 GB RAM, ale do tego momentu firma zmuszona jest jakoś załatać obecną dziurę zaopatrzeniową. Konsumentom pozostaje zatem wyłącznie szybkie sfinalizowanie transakcji u polskich resellerów i wyjątkowo cierpliwe wypatrywanie kuriera.

