Styczeń 2026 roku zapisze się w historii jako moment, w którym amerykańska geopolityka zrzuciła białe rękawiczki. Zaledwie kilka dni po głośnej interwencji w Wenezueli i zabezpieczeniu tamtejszych złóż ropy, Donald Trump kieruje wzrok na północ. Administracja Białego Domu otwarcie deklaruje, że przejęcie Grenlandii to nie tylko „interes nieruchomościowy”, ale kluczowy element bezpieczeństwa narodowego USA. Co stoi za tą decyzją i czy scenariusz siłowy jest realny?
Nowe otwarcie: Od Caracas do Nuuk
Jeszcze nie opadł kurz po operacji w Wenezueli, a światowe media – w tym CNN – donoszą o nowym celu Waszyngtonu. Donald Trump, zachęcony sukcesem w Ameryce Południowej, powraca do koncepcji, która w 2019 roku budziła uśmiech politowania, a dziś budzi grozę w Kopenhadze. Analitycy wskazują na budowę swoistego „Imperium Surowcowego”. Logika jest brutalna, ale spójna: skoro USA „zabezpieczyły” południową flankę energetyczną (Wenezuela), teraz czas na flankę północną (Arktyka).
Stephen Miller, doradca prezydenta, wprost stwierdził, że „nikt nie będzie walczył z USA” o tę wyspę, a Biały Dom nie wyklucza nawet „opcji militarnych”, choć na razie pozostają one w sferze retoryki nacisku. To sygnał dla świata: era kurtuazji w NATO się skończyła.
Surowce i strategia: Gra o pierwiastki ziem rzadkich
Dlaczego Grenlandia jest warta takiego ryzyka dyplomatycznego? Odpowiedź ma dwa wymiary: geologiczny i militarny. Pod lądolodem kryją się jedne z największych na świecie złóż metali ziem rzadkich (m.in. neodymu, dysprozu), niezbędnych do produkcji wszystkiego – od iPhone’ów po systemy naprowadzania rakiet F-35. Obecnie rynek ten kontrolują Chiny. Przejęcie Grenlandii to dla USA szach-mat w wojnie handlowej z Pekinem.
Drugi aspekt to geografia. W dobie topniejących lodów Arktyka staje się „nowym Kanałem Sueskim”. Trump argumentuje, że Grenlandia jest obecnie „pokryta rosyjskimi i chińskimi statkami”, co zagraża bezpieczeństwu USA. Wyspa stanowi naturalny „lotniskowiec” kontrolujący tzw. lukę GIUK (Grenlandia-Islandia-Wielka Brytania) – kluczowe gardło, przez które rosyjskie okręty podwodne muszą przepłynąć, by zagrozić Atlantykowi. Baza Thule (obecnie Pituffik Space Base) to za mało – Waszyngton chce pełnej kontroli terytorialnej.
NATO i Polska: Kosztowna lekcja szachów światowej geopolityki
Dla Polski, jako wschodniej flanki NATO, sytuacja jest ambiwalentna. Z jednej strony, silna obecność USA w Arktyce to lepsza blokada Rosji, co zwiększa nasze bezpieczeństwo. Z drugiej – traktowanie Danii, lojalnego sojusznika, jak „sprzedawcy nieruchomości”, podważa jedność Sojuszu. Jeśli USA mogą wymuszać cesje terytorialne na sojusznikach, art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego nabiera nowego, niepokojącego kontekstu.
Warto też spojrzeć na liczby. Mówi się o kwotach rzędu 600 milionów dolarów rocznie (ok. 2,4 mld PLN) za samo utrzymanie administracji wyspy, co dla budżetu USA jest kwotą pomijalną, a potencjalne zyski z wydobycia surowców mogą iść w biliony. Dla polskiego przemysłu zbrojeniowego i energetycznego, uniezależnienie się Zachodu od chińskich dostaw dzięki Grenlandii byłoby zbawienne, nawet jeśli styl polityki Trumpa budzi kontrowersje.

