Dzisiejsza, zaplanowana na 13 kwietnia 2026 roku, indyjska premiera Infinix Note 60 Pro na platformie Flipkart przynosi nam nie lada niespodziankę. Choć producent przez lata przyzwyczaił nas do budowania swojej pozycji na opłacalnych procesorach MediaTek, tym razem dokonuje strategicznej wolty i stawia na potężne rozwiązanie od firmy Qualcomm.
Jednak to nie nowy układ napędowy jest tutaj największym, technologicznym asem w rękawie, a dodatkowy wyświetlacz umieszczony na tylnym panelu, który z niewiadomych przyczyn niemal całkowicie umknął uwadze przedpremierowych przecieków.
Ukryty ekran Active Matrix – dlaczego reklamy o tym milczały?
To bodaj najciekawszy element całego urządzenia, który w materiałach promocyjnych potraktowano wręcz po macoszemu. Na pleckach smartfona znajdziemy innowacyjny, aktywny wyświetlacz LED Matrix, przypominający koncepcyjnie popularne i cenione rozwiązania znane z urządzeń Nothing. Ten dodatkowy, interaktywny panel płynnie obsługuje systemowe powiadomienia, dynamiczne animacje oraz dedykowane motywy wizualne.

Co więcej, na rynek trafia specjalna edycja inspirowana kultową postacią Ghosta z gry Call of Duty Mobile, która integruje ekskluzywne animacje z wydarzeniami na ekranie. To właśnie ten detal drastycznie wyróżnia Note 60 Pro na tle monotonnej konkurencji i z powodzeniem powinien stanowić główny nagłówek każdej technologicznej recenzji.
Przełom pod maską, czyli potężny Snapdragon 7s Gen 4
Zastosowanie procesora Qualcomm Snapdragon 7s Gen 4 wykonanego w nowoczesnym, 4-nanometrowym procesie litograficznym to dla Infinix prawdziwa rewolucja i jasny sygnał, że marka celuje w wyższą półkę. Z taktowaniem sięgającym 2,7 GHz oraz imponującym wynikiem przekraczającym magiczną barierę miliona punktów w benchmarku AnTuTu, sprzęt ten śmiało deklasuje układy pokroju MediaTek Dimensity 7300.
Zapalonych graczy z pewnością ucieszy oficjalny certyfikat Activision gwarantujący ultrapłynną rozgrywkę w 120 klatkach na sekundę w CODM, co jest mądrzejszym posunięciem niż poleganie wyłącznie na suchych testach syntetycznych. Stabilność tych 120 klatek podczas długich sesji wspiera zaawansowana komora parowa IceCore 3D.

Obrazu flagowej całości dopełnia fenomenalny, 6,78-calowy ekran AMOLED 1.5K o odświeżaniu 144 Hz i szczytowej jasności rzędu 4500 nitów, chroniony niezwykle wytrzymałym szkłem Gorilla Glass 7i. Za kinowe doznania dźwiękowe odpowiadają natomiast podwójne głośniki stereo, precyzyjnie strojone przez ekspertów z firmy JBL.
Monstrualna bateria w obudowie modelki i rozsądne kompromisy
Inżynierowie Infinix dokonali w tym modelu rzeczy wręcz niemożliwej z perspektywy dotychczasowego projektowania smartfonów. Zdołali upchnąć potężne ogniwo o pojemności aż 6500 mAh w smukłej obudowie o grubości zaledwie 7,4 mm.
Ten inżynieryjny wyczyn robi kolosalne wrażenie, zwłaszcza gdy dodamy do tego błyskawiczne ładowanie przewodowe o mocy 90 W oraz bezprzewodowe 30 W – funkcję, która na polskim rynku wciąż zarezerwowana jest niemal wyłącznie dla najdroższych flagowców. Aby utrzymać ostateczną cenę w ryzach (w Indiach jest to segment wyceniany poniżej 30 000 rupii, co w Polsce przełożyłoby się na niezwykle atrakcyjne okolice 1500-1800 złotych), producent poszedł na mądry kompromis w kwestii optyki.

Główna matryca 50 MP z optyczną stabilizacją obrazu (OIS), wspierana przez 8-megapikselowy obiektyw ultraszerokokątny, to zestaw absolutnie wystarczający do świetnej, codziennej fotografii, celowo ustępujący pola droższym, profesjonalnym fotosmartfonom.
Długofalowe wsparcie i perspektywy na polskim rynku
Szczególną uwagę warto zwrócić na nową, prokonsumencką politykę aktualizacyjną. Producent wprost deklaruje trzy lata pełnych aktualizacji systemu operacyjnego oraz pięć lat łatek bezpieczeństwa, co w tym segmencie cenowym jest ogromnym atutem i buduje zaufanie do marki. Indyjscy klienci w ramach przedsprzedaży otrzymują między innymi głośnik MagPower, 18 miesięcy subskrypcji Google Gemini Pro oraz gwarancję darmowej wymiany ekranu.
W Polsce, gdzie użytkownicy szczególnie cenią sobie idealny stosunek ceny do jakości, taki model mógłby solidnie namieszać w rankingach sprzedaży. Pozostaje nam trzymać kciuki, aby urządzenie trafiło nad Wisłę w równie bezkompromisowej formie.

