Chiński rynek smartfonów to poligon doświadczalny, na którym producenci walczą na cyferki z niespotykaną w Europie zaciekłością. Jednak najnowsze doniesienia dotyczące iQOO Z11 Turbo, submarki należącej do Vivo, sprawiają, że nawet sceptycy powinni unieść brwi z uznaniem. Producent właśnie potwierdził kluczowe elementy specyfikacji tuż przed oficjalną premierą zaplanowaną na 15 stycznia 2026 roku.
Choć seria „Z” kojarzona była dotychczas ze średnią półką cenową, model Z11 Turbo zdaje się celować znacznie wyżej, oferując zestaw funkcji, który w Polsce mógłby zawstydzić niejednego flagowca za czterokrotnie wyższą kwotę.
Fotograficzna rewolucja w segmencie „Turbo”
Najciekawszym punktem ostatnich zapowiedzi jest sekcja aparatów, która w telefonach nastawionych na wydajność często bywała traktowana po macoszemu. iQOO Z11 Turbo łamie ten schemat, oferując na froncie aż 32-megapikselową kamerę do selfie. To ukłon w stronę młodszych użytkowników i twórców treści, dla których jakość wideo na TikToku czy Instagramie jest priorytetem. Jeszcze ciekawiej robi się na pleckach urządzenia. Producent chwali się obecnością 200-megapikselowego sensora głównego (prawdopodobnie Samsung HP5), który ma umożliwić uzyskanie 4-krotnego „bezstratnego zoomu”.
Warto jednak zachować dziennikarską rzetelność i wyjaśnić, co to oznacza w praktyce. Nie mamy tu do czynienia z drogim obiektywem peryskopowym znanym z serii Vivo X. „Bezstratny zoom” w tym przypadku to zaawansowane kadrowanie z gigantycznej matrycy wspierane przez algorytmy AI. Mimo to, w tej półce cenowej, możliwość wykonania ostrego zdjęcia portretowego z przybliżeniem bez wyraźnej utraty detali jest funkcją niezwykle pożądaną i rzadko spotykaną.
Potwór wydajności z gigantycznym ogniwem
Jeśli aparaty są wisienką na torcie, to „mięsem” tego smartfona jest jego specyfikacja techniczna. iQOO Z11 Turbo ma być napędzany przez układ Qualcomm Snapdragon 8 Gen 5, co czyni go jednym z najwydajniejszych urządzeń na rynku w momencie debiutu. Jednak to nie procesor wywołuje największe emocje, a bateria. Według przecieków i oficjalnych grafik promocyjnych, w smukłej obudowie o grubości zaledwie 7,9 mm udało się upchnąć ogniwo o monstrualnej pojemności 7600 mAh.
Zastosowanie technologii krzemowo-węglowej pozwoliło na zwiększenie gęstości energii, co w praktyce może oznaczać nawet trzy dni pracy na jednym ładowaniu przy umiarkowanym użytkowaniu. Dla polskiego konsumenta, przyzwyczajonego do ładowania telefonu każdej nocy, to wręcz abstrakcyjna wartość. Do tego dochodzi szybkie ładowanie o mocy 100 W, które uzupełni ten ogromny akumulator w czasie krótszym niż przerwa na lunch.

iQOO Z11 Turbo w Polsce – ceny i dostępność
Niestety, entuzjazm trzeba nieco ostudzić realiami dystrybucyjnymi. Marka iQOO oficjalnie omija Polskę szerokim łukiem, koncentrując się na rynkach azjatyckich. Nie oznacza to jednak, że Polacy nie kupią tego modelu. W dobie globalnego handlu, serwisy takie jak TradingShenzhen czy AliExpress z pewnością zaoferują Z11 Turbo z wysyłką do Europy.
Szacowana cena w Chinach ma wynosić około 2500 juanów. Po przeliczeniu i doliczeniu niezbędnych opłat importowych oraz VAT-u, finalny koszt dla polskiego klienta powinien zamknąć się w granicach 1800–2100 złotych. W tej kwocie otrzymujemy sprzęt o parametrach, które konkurencja dostępna w elektromarketach wycenia zazwyczaj na ponad 4000 złotych.
Należy jednak pamiętać o potencjalnych brakach, takich jak brak pasma LTE B20 (choć w erze 5G jest to coraz mniejszy problem) oraz oprogramowaniu, które może wymagać nieco gimnastyki przy konfiguracji usług Google.

