Długo wyczekiwany moment w świecie motoryzacji wreszcie nadszedł, choć towarzyszy mu atmosfera pełna kontrowersji. Elon Musk, po latach zapowiedzi o stworzeniu samochodu elektrycznego „dla ludu”, wprowadza na rynek model wyceniony na około 29 tysięcy dolarów.
W polskich realiach, po uwzględnieniu podatków i opłat transportowych, możemy spodziewać się ceny oscylującej w granicach 125–135 tysięcy złotych. To kwota, która rzuca bezpośrednie wyzwanie kompaktowym samochodom spalinowym, jednak niska cena nie bierze się znikąd. Najtańsza Tesla w historii to projekt oparty na licznych kompromisach, które mogą zdefiniować na nowo postrzeganie marki premium.
Minimalizm posunięty do granic możliwości
Amerykański producent, aby osiągnąć tak niską barierę wejścia, musiał radykalnie odchudzić konstrukcję pojazdu. Zapomnijmy o luksusowych wykończeniach znanych z Modelu S czy nawet odświeżonego Modelu 3. Wnętrze nowej Tesli to manifest surowości, gdzie większość fizycznych przełączników została całkowicie wyeliminowana, a jakość materiałów tapicerskich przypomina raczej budżetowe auta miejskie niż segment premium.
Największym zaskoczeniem jest jednak ograniczenie zasięgu. Zastosowanie tańszych ogniw litowo-żelazowo-fosforanowych (LFP) o mniejszej gęstości energetycznej sprawia, że realny zasięg w polskich warunkach zimowych może być wyzwaniem dla osób planujących dłuższe trasy bez częstych postojów na ładowanie.
Technologia kontra cięcie kosztów produkcji
Inżynierowie z Austin postawili na innowacyjny proces produkcji zwany „unboxed process”, który pozwala na montaż poszczególnych sekcji auta oddzielnie i połączenie ich dopiero w końcowej fazie. Choć obniża to koszty produkcji o niemal połowę, rodzi pytania o łatwość i koszty ewentualnych napraw blacharskich po stłuczkach na polskich drogach. Dodatkowo, najtańszy wariant został pozbawiony niektórych zaawansowanych sensorów, opierając systemy bezpieczeństwa wyłącznie na kamerach Tesla Vision.
Dla polskiego kierowcy, przyzwyczajonego do trudnych warunków atmosferycznych i słabo oznakowanych dróg, brak czujników ultradźwiękowych może być odczuwalnym minusem podczas manewrowania na ciasnych parkingach w centrach miast.
Czy polski rynek jest gotowy na tanią Teslę
Premiera tego modelu to bez wątpienia przełom, który może przyspieszyć wymianę floty na polskich drogach, zwłaszcza przy uwzględnieniu dopłat z programu „Mój Elektryk”. Należy jednak pamiętać, że niska cena zakupu to tylko jedna strona medalu. Kluczem do satysfakcji będzie akceptacja ograniczeń, takich jak wolniejsze tempo ładowania prądem stałym oraz brak niektórych funkcji komfortu, które dotychczas były standardem w ekosystemie Tesli.
Jeśli jednak szukasz sprawnego, nowoczesnego narzędzia do poruszania się po aglomeracjach takich jak Warszawa czy Kraków, nowa propozycja od Muska może okazać się bezkonkurencyjna pod względem kosztów eksploatacji, mimo konieczności pójścia na pewne ustępstwa jakościowe.

