Wojna na Ukrainie brutalnie zweryfikowała doktryny wojskowe XXI wieku, udowadniając, że czasami „ilość ma swoją własną jakość”. Podczas gdy świat obserwował pojedynki pancerne, Pentagon po cichu, ale stanowczo, przestawił wajchę w stronę masowej robotyzacji. Stany Zjednoczone nie chcą już tylko wygrywać jakością – chcą zalać przeciwnika masą inteligentnego żelastwa. Inicjatywa, która ma to umożliwić, nosi nazwę „Replicator” i właśnie wchodzi w decydującą fazę, a jej echa słychać wyraźnie również nad Wisłą.
Inicjatywa Replicator – odpowiedź na chińską dominację
Ogłoszony jeszcze w 2023 roku program „Replicator” miał jasny, choć ambitny cel: w ciągu 18–24 miesięcy wdrożyć do służby tysiące autonomicznych systemów w wielu domenach (powietrze, ląd, morze). W styczniu 2026 roku widzimy już pierwsze efekty tego przyspieszenia. Pentagon, widząc rosnącą potęgę Chin, postawił na systemy „attritable” – czyli tanie, masowe i możliwe do poświęcenia bez żalu.
Budżet programu, oscylujący w granicach 1 miliarda dolarów (ok. 4 miliardy złotych) rocznie, wydaje się kroplą w morzu potrzeb USA, ale w świecie tanich dronów to kwota gigantyczna. Pozwala ona na zakup tysięcy jednostek typu Switchblade 600 czy morskich dronów kamikadze, które kosztują ułamek ceny myśliwca F-35.
Jak działa amerykański rój w praktyce?
Siła roju nie tkwi w pojedynczym dronie, ale w sieci, która je łączy. W przeciwieństwie do maszyn sterowanych ręcznie przez operatorów (jak popularne w Ukrainie FPV), amerykańskie roje opierają się na zaawansowanej sztucznej inteligencji i autonomii. Jeden operator może nadzorować działanie dziesiątek, a docelowo setek maszyn, które same dzielą się celami, tworzą szyk i reagują na zagrożenia.
To tzw. wojna mozaikowa – rozproszone systemy, które są trudne do zniszczenia jedną rakietą. Jeśli wróg zestrzeli 10% roju, reszta natychmiast rekonfiguruje się, by wykonać misję. To koszmar dla tradycyjnych systemów obrony przeciwlotniczej, które po prostu nie mają wystarczającej liczby rakiet, by odeprzeć taki atak.
Wnioski dla Wojska Polskiego i wschodniej flanki NATO
Dla Polski, kraju frontowego NATO, obserwacje zza oceanu są kluczowe. Rok 2025 przyniósł w naszym kraju zapowiedź „dronowej rewolucji”. Ministerstwo Obrony Narodowej, wyciągając wnioski zza wschodniej granicy, zapowiedziało uproszczenie przepisów dla dronów do 5 kg (zniesienie biurokracji przy ich utracie) oraz przeznaczenie 200 mln złotych na pilne zakupy bezzałogowców i szkolenia.
Choć to wciąż ułamek amerykańskiego budżetu, kierunek jest zbieżny: musimy odejść od kupowania wyłącznie drogich „zabawek” na rzecz masowych środków rażenia. Amerykański „Replicator” pokazuje, że przyszłość Wojska Polskiego to nie tylko Abramsy, ale przede wszystkim tysiące latających automatów, zintegrowanych w jeden śmiercionośny organizm.

