Z końcem lutego 2026 roku amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła największą od lat restrukturyzację swojego flagowego programu Artemis. Zamiast uparcie trzymać się nierealnych terminów, nowy administrator NASA, Jared Isaacman, podjął odważną decyzję, która ma na celu ostateczne zagwarantowanie częstszych, tańszych i bezpieczniejszych lotów w kosmos.
Zgodnie z najnowszymi ustaleniami, opublikowanymi między innymi przez portal Ars Technica, głównym powodem zmian jest chęć powrotu do technologicznych podstaw oraz drastyczna optymalizacja kosztów. Dotychczasowy budżet programu szacowano na ogromną kwotę 86 miliardów dolarów, co w przeliczeniu na nasze realia daje astronomiczną sumę ponad 350 miliardów złotych.
Dla porównania, jest to wartość stanowiąca potężną część rocznego budżetu państwa polskiego. Z perspektywy europejskiej, w tym prężnie rozwijającego się polskiego sektora kosmicznego, który współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną chociażby przy budowie modułów serwisowych statku Orion, to doskonała wiadomość.
Oznacza ona, że faza testów nabierze niespotykanego dotąd tempa, co w dłuższej perspektywie ustabilizuje rynkowe zapotrzebowanie na zaawansowane instrumenty badawcze tworzone przez inżynierów znad Wisły.
Nowy harmonogram misji księżycowych
Najbardziej dyskutowaną na świecie innowacją w ogłoszonym planie jest całkowita zmiana profilu misji Artemis III. Pierwotnie zakładano, że to właśnie podczas tego lotu ludzkość ponownie postawi stopę na Księżycu. Tymczasem lot, zaplanowany na połowę 2027 roku, odbędzie się wyłącznie na niskiej orbicie okołoziemskiej.
Astronauci spędzą ten czas na rygorystycznych testach kluczowych manewrów dokowania z lądownikami nowej generacji – ogromnym statkiem Starship HLS od firmy SpaceX oraz konkurencyjnym Blue Moon opracowywanym przez Blue Origin. Podobną, sprawdzoną w boju strategię zastosowano z sukcesem pod koniec lat sześćdziesiątych podczas słynnej misji Apollo 9.
W związku z tymi zmianami, właściwe lądowanie człowieka w okolicach południowego bieguna Srebrnego Globu zostało oficjalnie przesunięte na misję Artemis IV, której start wyznaczono obecnie na wczesne miesiące 2028 roku. Co ciekawe, tuż po niej, bo jeszcze pod koniec tego samego 2028 roku, ma wystartować Artemis V, inaugurując tym samym długo wyczekiwany cykl regularnych, corocznych lotów załogowych.
Co to oznacza dla przyszłości eksploracji kosmosu?
Decyzja zarządu NASA to niezwykle pragmatyczny, chłodno skalkulowany krok w stronę zrównoważonego rozwoju przemysłu kosmicznego. Zamiast niepotrzebnie ryzykować zdrowie i życie załogi w absolutnie niesprawdzonych systemach na oddalonej orbicie księżycowej, inżynierowie chcą najpierw gruntownie przetestować całą architekturę w bezpiecznym otoczeniu, stosunkowo blisko Ziemi.
Dzięki temu podejściu wszelkie ewentualne usterki będą o wiele łatwiejsze do szybkiego opanowania. Przebudowa harmonogramu pozwoli na sprawniejsze wdrożenie innowacyjnych technologii wsparcia życia. Choć dla przeciętnego zjadacza chleba przesunięcie lądowania może brzmieć jak kolejne rozczarowujące opóźnienie, z punktu widzenia praw fizyki i inżynierii NASA w rzeczywistości drastycznie przyspiesza cały program poprzez dodanie niezbędnych misji testowych i bezlitosne wyeliminowanie logistycznych wąskich gardeł.
Nowy wyścig kosmiczny ma wreszcie opierać się na solidnych, naukowych fundamentach i sprawdzonym sprzęcie, a nie wyłącznie na trudnych do spełnienia obietnicach.

