Współczesna Japonia kojarzy się całemu światu z potęgą technologiczną, fascynującą popkulturą i niezwykle bezpiecznymi miastami. Jednak pod tą nowoczesną i pokojową powierzchnią kryje się mroczna przeszłość, która do dziś rzuca potężny cień na relacje Tokio z jego sąsiadami. Dla milionów mieszkańców Chin, Korei czy Filipin, japońska armia cesarska to wciąż żywy synonim bezwzględnego okrucieństwa i niewyobrażalnych zbrodni wojennych popełnionych w pierwszej połowie XX wieku.
Zrozumienie dzisiejszej, niezwykle napiętej geopolityki Azji Wschodniej jest niemożliwe bez zagłębienia się w tragiczne wydarzenia z okresu II wojny światowej i lat ją poprzedzających, kiedy to imperialistyczna Japonia realizowała plan brutalnej dominacji. Zgodnie z faktami historycznymi potwierdzonymi przez międzynarodowych badaczy, skala i okrucieństwo ówczesnego terroru do dziś pozostają niezabliźnioną raną.
Masakra w Nankinie i polityka terroru
Jednym z najtragiczniejszych i najlepiej udokumentowanych epizodów wojny chińsko-japońskiej było zdobycie chińskiego miasta Nankin w grudniu 1937 roku. Japońska armia przez kilka tygodni dokonywała w Nankinie metodycznej rzezi cywilów, w wyniku której zamordowano setki tysięcy osób, a niewinne ofiary poddawano bestialskim torturom i okaleczeniom. Opierając się na badaniach historycznych, szacuje się, że ofiarą masakry mogło paść od dwustu do nawet pół miliona ludzi. Żołnierze cesarscy kierowali się bezwzględną polityką trzech absolutów, która zakładała wszystko spalić, wszystkich zabić i wszystko zrabować.

Zbrodnie te charakteryzowały się niespotykanym wręcz sadyzmem, gdyż oprawcy dbali o oszczędzanie amunicji, używając broni białej do organizowania przerażających zawodów w ścinaniu głów. Skala i publiczna brutalność tych działań sprawiły, że upadek Nankinu stał się globalnym symbolem japońskiego terroru, o którym naród chiński nigdy nie zapomniał.
Systematyczne zbrodnie w Singapurze i Manili
Ekspansja terytorialna Japonii przyniosła śmierć i całkowite zniszczenie również w innych częściach kontynentu, uderzając mocno w Azję Południowo-Wschodnią. Po zdobyciu brytyjskiego Singapuru na początku 1942 roku, japońskie dowództwo zainicjowało krwawą operację wymierzoną w tamtejszą społeczność. Pod pretekstem eliminacji rzekomych elementów antyjapońskich, podczas operacji Sook Ching, brutalnie rozstrzelano dziesiątki tysięcy niewinnych cywilów pochodzenia chińskiego. Niewiele lepszy los spotkał w 1945 roku mieszkańców stolicy Filipin.

Kiedy siły alianckie zbliżały się do Manili, wycofujące się oddziały japońskie wydały rozkaz ostatecznego zniszczenia miasta i masowej eksterminacji jego bezbronnych mieszkańców. Zginęło wówczas ponad sto tysięcy Filipińczyków, a brutalność wycofujących się wojsk nie oszczędziła nawet pacjentów w szpitalach, placówek Czerwonego Krzyża ani budynków dyplomatycznych.
Nieludzkie eksperymenty Jednostki 731
Zdecydowanie najciemniejszą tajemnicą japońskiej machiny wojennej była działalność ściśle tajnych laboratoriów naukowych, w których na masową skalę rozwijano i testowano broń biologiczną. Prowadzona na terenach okupowanej Mandżurii Jednostka 731 zapisała się w mrocznej karcie dziejów jako ośrodek najbardziej makabrycznych eksperymentów medycznych przeprowadzanych na ludziach. Tysiące jeńców oraz przypadkowych cywilów, pogardliwie nazywanych przez japońskich lekarzy kłodami, było poddawanych operacjom na żywo bez znieczulenia, celowemu zarażaniu dżumą czy cholerą oraz testom drastycznego zamrażania.

Badania te miały posłużyć do stworzenia śmiercionośnego arsenału, który planowano wykorzystać do zaatakowania miast przeciwnika. Zbrodniarze i lekarze odpowiedzialni za te nieludzkie tortury w większości uniknęli po wojnie jakiejkolwiek kary w zamian za przekazanie wyników swoich upiornych badań powojennym trybunałom wojskowym.
Dramat kobiet na stacjach komfortu
Niezwykle bolesną raną na arenie międzynarodowej, a w szczególności w relacjach japońsko-koreańskich, pozostaje do dziś kwestia masowego niewolnictwa seksualnego usankcjonowanego przez władze wojskowe. Japońska armia zorganizowała na zajmowanych terytoriach gigantyczną sieć ośrodków wojskowych, do których systematycznie porywano lub zwabiano pod fałszywym pretekstem podjęcia pracy lokalne dziewczęta. Szacuje się, że setki tysięcy kobiet z Korei, Chin i innych państw regionu zostało brutalnie zmuszonych do świadczenia wyniszczających usług seksualnych japońskim żołnierzom.
Te bezbronne ofiary, często będące jeszcze nieletnimi dziewczynkami, były całkowicie pozbawione podstawowych praw człowieka i godności. Tylko bardzo nielicznym udało się przetrwać piekło obozów, a te, które w końcu odzyskały wolność, przez resztę swojego życia borykały się ze skrajnymi traumami i bezpłodnością wywołaną faszerowaniem antybiotykami.
Współczesna amnezja historyczna a relacje w regionie
Istnieje konkretny powód, dla którego czas nie uleczył tych potężnych ran, a całkowity brak rozliczenia z historią stanowi obecnie główną barierę dla azjatyckiego pojednania. W przeciwieństwie do powojennych Niemiec, władze w Tokio przez całe dekady unikały wyraźnego i jednoznacznego wzięcia odpowiedzialności państwowej za wyżej wymienione zbrodnie przeciwko ludzkości.
Sąsiadów Japonii najbardziej oburza trwający rewizjonizm historyczny, który przejawia się w cenzurowaniu podręczników szkolnych oraz wycofywaniu się polityków z oficjalnych przeprosin za agresję i rzezie. Próby minimalizowania skali historycznych masakr, ciągłe podważanie relacji naocznych świadków oraz negowanie państwowego charakteru niewolnictwa seksualnego sprawiają, że cierpienie dawnych ofiar jest wciąż na nowo podsycane. To właśnie ta bolesna amnezja rządzących decyduje o tym, że głęboka niechęć i gniew wobec Japonii są nadal żywe w świadomości narodów azjatyckich.

