Akumulatory ze stałym elektrolitem od lat są przedstawiane jako jeden z najważniejszych przełomów, na jakie czeka elektromobilność. Problem w tym, że między obiecującym prototypem a produktem gotowym do masowej sprzedaży wciąż jest spora przepaść. BYD twierdzi jednak, że właśnie zbliża się do momentu, w którym technologia zacznie trafiać do samochodów.
BYD wskazuje na 2027 rok
Stella Li, wiceprezes wykonawcza BYD, zapowiedziała, że w 2027 roku firma pokaże samochód wyposażony w akumulator ze stałym elektrolitem. Nie oznacza to jednak, że kierowcy w Polsce będą mogli wtedy po prostu wejść do salonu i zamówić taki model. Producent nie podał nazwy samochodu, jego parametrów ani planowanej skali sprzedaży.
Deklaracja wpisuje się w wcześniejszy harmonogram BYD. Firma już w 2025 roku informowała o planach rozpoczęcia demonstracyjnego wykorzystania akumulatorów półprzewodnikowych około 2027 roku. Masowe zastosowanie technologii ma być natomiast znacznie późniejsze, prawdopodobnie około 2030 roku.
BYD określa swoją pozycję jako wiodącą zarówno pod względem technologii, jak i przygotowania do komercjalizacji. To deklaracja producenta, a nie niezależny ranking branży, dlatego warto traktować ją jako element rywalizacji między największymi firmami motoryzacyjnymi.
Mniejsza bateria, większy zasięg
Dlaczego branża tak mocno interesuje się technologią stałego elektrolitu? Kluczowa jest konstrukcja ogniwa. W typowych akumulatorach litowo-jonowych elektrolit ma postać ciekłą, natomiast w bateriach solid-state zastępuje go materiał stały.
Potencjalne korzyści obejmują wyższą gęstość energii, mniejszą masę oraz możliwość zwiększenia zasięgu samochodu elektrycznego. Stały elektrolit może również ograniczyć ryzyko związane z łatwopalnością elektrolitów ciekłych. Na papierze oznacza to więc baterię, która pozwala przejechać więcej kilometrów bez konieczności zwiększania jej rozmiarów.
Na początku technologia będzie droga
Największym przeciwnikiem baterii półprzewodnikowych pozostaje jednak cena. Ich produkcja jest bardziej skomplikowana, a przemysł musi jeszcze rozwiązać problemy związane z trwałością, skalowaniem oraz kosztami materiałów i produkcji.
Dlatego BYD nie zamierza szybko żegnać się z akumulatorami LFP, które pozostaną ważnym rozwiązaniem w tańszych i popularniejszych samochodach elektrycznych. Baterie stałoelektrolitowe mogą początkowo trafić przede wszystkim do droższych modeli, gdzie wyższy koszt technologii będzie łatwiejszy do zaakceptowania.
Wyścig już trwa
BYD nie jest jedynym producentem pracującym nad tą technologią. Toyota zapowiada samochody z bateriami stałoelektrolitowymi na lata 2027–2028, a Stellantis już rozpoczął drogowe testy rozwiązania Factorial w prototypowym Dodge Charger Daytona.
Dla kierowców w Polsce oznacza to, że rewolucja nie wydarzy się z dnia na dzień. Jeśli harmonogramy producentów zostaną zrealizowane, druga połowa dekady może jednak przynieść pierwsze rzeczywiste samochody wykorzystujące tę technologię. Na masową elektryfikację z bateriami stałoelektrolitowymi przyjdzie jeszcze poczekać.

