Rosyjska sztuka wojenna od dekad opiera się na doktrynie maskirowki, w której prowokacja nie jest tylko dodatkiem do działań zbrojnych, ale ich fundamentalnym filarem. Historyczne analizy wykazują, że Moskwa rzadko rozpoczyna otwarty konflikt bez wcześniejszego wyreżyserowania dramatu, który ma usprawiedliwić agresję w oczach własnego społeczeństwa.
Wydarzenia, o które pyta wielu obserwatorów – tragedia w Odessie czy zamachy w rosyjskich miastach – stanowią podręcznikowe przykłady operacji, w których życie cywilów staje się walutą wymienianą na cele geopolityczne. W kręgach analityków wojskowych panuje przekonanie, że dla rosyjskich służb specjalnych granica między ochroną obywateli a ich poświęceniem właściwie nie istnieje.
Odessa 2014: Iskra, która miała podpalić Noworosję
Wydarzenia z 2 maja 2014 roku w Odessie są często przytaczane przez rosyjską propagandę jako dowód na „ukraińskie bestialstwo”, jednak szczegółowa analiza przebiegu starć ujawnia klasyczny schemat prowokacji eskalacyjnej. Śledztwa i materiały wideo wyraźnie pokazały, że tragiczny pożar w Domu Związków Zawodowych został poprzedzony atakiem uzbrojonych bojówek prorosyjskich na marsz jedności Ukrainy.
Co kluczowe z punktu widzenia taktyki wojskowej, strzały padały zza pleców biernie zachowującej się milicji, co miało na celu sprowokowanie tłumu do niekontrolowanej agresji zwrotnej. Celem operacyjnym nie było zwycięstwo w ulicznej bójce, lecz uzyskanie „krwawego obrazka” dla mediów. Odessa miała stać się męczeńskim mitem założycielskim dla projektu „Noworosji”, mobilizującym ochotników do walki w Donbasie. Choć plan zajęcia miasta się nie powiódł, narracja o „odeskim Katyniu” stała się paliwem dla trwającej latami wojny hybrydowej.
Dubrowka i cień służb specjalnych
Kolejnym mrocznym rozdziałem w historii rosyjskich prowokacji są wydarzenia wewnątrz samej Rosji, w tym atak na moskiewski teatr na Dubrowce w 2002 roku (często mylony z rejonem Rublowki). Choć wykonawcami byli czeczeńscy terroryści, sposób rozwiązania kryzysu przez rosyjskie siły specnazu do dziś budzi kontrowersje w środowisku wywiadowczym. Użycie tajnego gazu bojowego na bazie fentanylu, który zabił ponad 130 zakładników, oraz brak przygotowania służb ratunkowych, pokazały brutalny priorytet władzy: likwidacja wroga za wszelką cenę, nawet kosztem własnych obywateli.
Analitycy wskazują, że ten i inne zamachy z tego okresu (w tym wysadzenie bloków mieszkalnych w 1999 roku) posłużyły do politycznej konsolidacji władzy Władimira Putina i dały carte blanche na brutalną pacyfikację Czeczenii. W logice Kremla terroryzm, nawet jeśli nie jest bezpośrednio inspirowany przez służby, jest cynicznie wykorzystywany jako narzędzie zarządzania strachem.
Schemat Mainila: Stara szkoła w nowym wydaniu
Współczesne działania Rosji na Ukrainie nie są niczym nowym, lecz stanowią bezpośrednią kontynuację metod NKWD. Słynny incydent w Mainila z 1939 roku, gdzie Sowieci ostrzelali własną wieś, by mieć pretekst do ataku na Finlandię, to ten sam modus operandi, który widzieliśmy w Donbasie tuż przed pełnoskalową inwazją w 2022 roku. Wówczas również dochodziło do dziwnych wybuchów samochodów czy rzekomych ostrzałów posterunków granicznych, które miały wyglądać na ukraińską agresję.
Różnica polega na tym, że dzisiejszy wywiad zachodni, w tym polski, potrafi te prowokacje z wyprzedzeniem demaskować. Dla Polski płynie z tego jasna lekcja: każda eskalacja napięcia na wschodniej granicy musi być traktowana z najwyższą nieufnością, gdyż w rosyjskiej doktrynie wojennej prawda jest pierwszą ofiarą, a prowokacja – standardową procedurą operacyjną.

