Świat nowych technologii zachłysnął się sztuczną inteligencją. Entuzjazm ten ma jednak swoją ciemną stronę, o której głośno robi się w kuluarach gigantów z Doliny Krzemowej. Apple, firma słynąca z żelaznej kontroli nad swoim łańcuchem dostaw, stoi przed bezprecedensowym wyzwaniem.
Nadchodzący iPhone 18 może okazać się najdroższym smartfonem w historii marki, a wszystko przez globalny kryzys na rynku półprzewodników. Jeśli planujesz wymianę telefonu w 2026 roku, przygotuj się na spory wydatek – ceny w Polsce mogą przebić kolejne psychologiczne bariery.
Sztuczna inteligencja pożera zasoby produkcyjne
Problem nie leży po stronie Apple, lecz jest wynikiem systemowych zmian w branży. Najwięksi producenci pamięci – Samsung, SK Hynix oraz Micron – drastycznie zmieniają swoje priorytety. Aby zaspokoić nienasycony głód serwerów obsługujących AI (takich jak te od Nvidii), fabryki masowo przestawiają linie produkcyjne na pamięci HBM (High Bandwidth Memory). Odbywa się to kosztem tradycyjnych pamięci DRAM (LPDDR), które trafiają do smartfonów.
Podaż pamięci do telefonów maleje, a popyt rośnie, co w ekonomii oznacza jedno: drastyczny wzrost cen. Apple, które do tej pory podpisywało roczne kontrakty gwarantujące stałe stawki, tym razem znalazło się pod ścianą. Raporty z Korei Południowej sugerują, że negocjacje cenowe na 2026 rok są niezwykle trudne, a dostawcy nie chcą godzić się na dotychczasowe warunki.
Wzrost kosztów produkcji a cena końcowa w Polsce
Dla przeciętnego użytkownika brzmi to jak techniczny żargon, ale skutki odczujemy bezpośrednio przy kasie. iPhone 18, aby obsłużyć zaawansowane funkcje „Apple Intelligence” bezpośrednio na urządzeniu, będzie potrzebował więcej pamięci operacyjnej (prawdopodobnie minimum 12 GB RAM). Apple musi więc kupować więcej droższych kości pamięci w najgorszym możliwym momencie.
Analitycy przewidują, że wzrost kosztów produkcji zostanie przerzucony na klienta. W warunkach amerykańskich mówi się o podwyżce rzędu 50–100 dolarów. W Polsce, po doliczeniu podatku VAT i zabezpieczeniu kursowym, może to oznaczać wzrost ceny o nawet 500–800 złotych na start. Oznaczałoby to, że podstawowy model „Pro” może w dniu premiery kosztować znacznie powyżej 6000 zł, a najdroższe warianty z dużą pamięcią zbliżą się do absurdalnej granicy 10 000 zł.
Czy czekają nas chude lata w świecie smartfonów?
Sytuacja z iPhone’em 18 to tylko wierzchołek góry lodowej. Kryzys dotknie również flagowców z Androidem, jednak to Apple, ze swoimi ogromnymi wolumenami sprzedaży, jest barometrem rynku. Dla polskiego klienta rok 2026 może być momentem, w którym zakup nowego flagowca przestanie być kwestią wyboru, a stanie się luksusem dostępnym dla nielicznych.
Jeśli doniesienia się potwierdzą, strategia Apple może ulec zmianie – być może firma zdecyduje się na drastyczne cięcia w innych podzespołach podstawowych modeli, aby utrzymać ich cenę, rezerwując najlepsze (i najdroższe) rozwiązania wyłącznie dla serii Ultra/Pro Max. Jedno jest pewne: tanio już było.

