Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby najnowszy flagowiec Apple, gdyby nie ta potężna, asymetryczna wyspa z obiektywami? Jeśli macie dość ciągłego kiwania się smartfona na biurku, ale jednocześnie nienawidzicie grubych, topornych etui, japońska firma Mynus przygotowała coś specjalnie dla Was.
Pod koniec maja 2026 roku na globalny rynek trafiły innowacyjne, magnetyczne plecki, które obiecują powrót do surowego, minimalistycznego designu. Jako pasjonaci nowinek technologicznych uwielbiamy takie niestandardowe rozwiązania, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się temu fenomenowi nieco bliżej.
Koniec z irytującą wyspą aparatów w iPhone 17 Pro
Wielu użytkowników uważa, że wystający moduł foto to największa wada nowoczesnych smartfonów. Nowy gadżet od Mynus to nie jest kolejne standardowe etui ochronne. To przemyślana, magnetyczna nakładka, która całkowicie niweluje garb aparatu w iPhone 17 Pro, sprawiając, że tył urządzenia staje się idealnie płaski. Dzięki temu innowacyjnemu rozwiązaniu, Twój telefon będzie stabilnie leżał na każdym blacie, co dla wielu z nas jest po prostu spełnieniem estetycznych marzeń. Japońscy projektanci postawili na absolutny minimalizm, odrzucając wszystko, co zbędne, i oferując odświeżony, niezwykle elegancki wygląd kultowego sprzętu z Cupertino.

MagSafe działa, ale o ochronie przed upadkiem zapomnij
Zanim jednak rzucicie się do wirtualnych portfeli, warto ostudzić emocje i spojrzeć na ten produkt z perspektywy praktycznej. Producent wprost komunikuje, że nakładka nie oferuje żadnej ochrony przed upadkami. To sprzęt dla osób ostrożnych, którym zależy wyłącznie na modyfikacji wizualnej i wygodzie użytkowania na płaskich powierzchniach.
Ogromnym plusem jest fakt, że magnetyczne plecki Mynus zachowują pełną kompatybilność z technologiami MagSafe oraz bezprzewodowym ładowaniem Qi. Twórcy zastrzegają jednak, że mogą wystąpić pewne ograniczenia w działaniu niektórych funkcji urządzenia, co zmusza do ostrożności, dopóki nie potwierdzą tego niezależne testy.
Ile to kosztuje i jak wygląda dostawa do Polski?
Wyceniony na 39 dolarów gadżet to w bezpośrednim przeliczeniu wydatek rzędu 155 złotych. Brzmi bardzo rozsądnie, prawda? Niestety, dla polskich konsumentów sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Ponieważ producent wysyła swoje akcesoria bezpośrednio z Japonii, należy doliczyć koszty wysyłki międzynarodowej oraz obowiązkowe opłaty celno-skarbowe, w tym polski podatek VAT.
W ostatecznym rozrachunku cena może odczuwalnie wzrosnąć. Warto również wspomnieć, że już w czerwcu tego roku firma planuje wypuścić analogiczną, ultracienką wersję dla nadchodzącego, odchudzonego modelu iPhone Air.
Werdykt: rewolucja w designie czy tylko intrygujący gadżet?
Opierając się na informacjach z branżowego serwisu GizNews, Mynus oferuje jedno z najbardziej oryginalnych podejść do personalizacji sprzętu Apple w ostatnim czasie. Eliminacja wystającego aparatu to odważny i pożądany krok, który z pewnością znajdzie swoją rzeszę wiernych fanów.
Pamiętajmy jednak, że nie mamy jeszcze dostępu do długoterminowych testów w codziennych, polowych warunkach. Zdecydowanie warto obserwować rozwój tej japońskiej marki, ale do pierwszych zachwytów podchodźcie z typowym dla technologicznych geeków, chłodnym racjonalizmem.

