Zaledwie kilka miesięcy dzieli nas od jednej z najważniejszych premier w historii firmy z Cupertino. Choć pierwszy składany smartfon Apple nie trafił jeszcze na sklepowe półki, gigant z Doliny Krzemowej już dał wewnętrzne zielone światło dla modelu iPhone Ultra 2.
Inżynierowie najwyraźniej nie zamierzają czekać na rynkową weryfikację swojej rewolucyjnej nowości. To niezwykle odważne, ale i pieczołowicie zaplanowane posunięcie, zwłaszcza gdy spojrzymy na dramatyczne losy innej linii produktów, która okazała się bolesnym rozczarowaniem dla całej branży mobilnej.
Składany iPhone Ultra 2 z większym ekranem roboczym
Druga generacja innowacyjnego „składaka” została już formalnie zatwierdzona do produkcji. Najistotniejszą zmianą sprzętową ma być zastosowanie znacznie szerszego elastycznego ekranu w formacie książkowym, co jeszcze mocniej upodobni urządzenie do użytecznych proporcji uwielbianego przez wielu iPada mini.
Decyzja o zachowaniu dotychczasowej technologii panelu ma absolutny sens biznesowy. Apple spędziło całe lata na rygorystycznej kalibracji oraz testach wytrzymałościowych. Dzięki temu ewolucja proporcji formatu, zamiast ryzykownej rewolucji całej architektury wyświetlacza, pozwoli utrzymać pożądaną stabilność globalnych dostaw.
Prace badawcze nad bezpośrednim następcą rozpoczynają się zazwyczaj z 18-miesięcznym wyprzedzeniem, więc rynkowa premiera zaplanowana na przełom 2027 i 2028 roku wydaje się niezwykle spójnym harmonogramem dla inżynierów.
Co zaoferuje pierwsza generacja Apple Ultra we wrześniu?
Zanim jednak nasze myśli powędrują zbyt daleko w przyszłość, warto przyjrzeć się bliżej urządzeniu, które zadebiutuje już podczas tegorocznej, wrześniowej konferencji. Pierwszy iPhone Ultra zachwyci potężnym autorskim układem A20 Pro, innowacyjnym zawiasem z płynnego metalu oraz zoptymalizowanym systemem iOS 27.
Wewnętrzny ekran o przekątnej niemal 7,8 cala oraz skuteczne wsparcie dla chłodzenia za pomocą komory parowej robią gigantyczne wrażenie, szczególnie przy grubości wynoszącej zaledwie 4,5 milimetra po całkowitym rozłożeniu. Ze względu na tę bezkompromisową smukłość, Apple ostatecznie zrezygnowało ze skanera Face ID na rzecz klasycznego czytnika Touch ID i w ogóle pozbawiło telefon zaawansowanego teleobiektywu. W zamian użytkownicy otrzymają świetny, podwójny aparat z matrycami 48 MP. Prawdziwym szokiem będzie jednak finalna cena.
Przy amerykańskiej kwocie bazowej rzędu 1999 dolarów, w polskich elektromarketach musimy przygotować się na astronomiczny wydatek przekraczający 9 tysięcy złotych, co bezdyskusyjnie pozycjonuje ten sprzęt jako luksusowy gadżet dla najbardziej zamożnych entuzjastów nowych technologii.
Przyszłość serii iPhone Air stoi pod wielkim znakiem zapytania
O ile segment urządzeń składanych szybko nabiera wiatru w żagle, o tyle najnowsza kategoria ultracienkich smartfonów zalicza bolesne zderzenie z rynkową rzeczywistością. Zjawiskowy z pozoru pierwszy iPhone Air okazał się niestety dotkliwą sprzedażową katastrofą. Sprzęt ledwie zdołał przekroczyć skromny próg 700 tysięcy aktywacji, przez co jego produkcja została drastycznie zahamowana.
Ten spektakularny upadek wywołał prawdziwą lawinę strachu na całym rynku mobilnym. Widać wyraźnie, że po bolesnym fiasku Apple z podobnych, mocno odchudzonych projektów całkowicie zrezygnowały chińskie marki Xiaomi oraz Vivo, a południowokoreański Samsung błyskawicznie uśmiercił w zarodku model Galaxy S26 Edge.
Choć w pierwszym kwartale 2027 roku zobaczymy poprawionego iPhone’a Air 2 – zauważalnie lżejszego, wzbogaconego o szeroki kąt, chłodzenie komorą parową i potencjalnie niższą cenę – to ewentualne powstanie modelu iPhone Air 3 zależy teraz wyłącznie od komercyjnego sukcesu nadchodzącej dwójki. Producent z Cupertino po prostu nie może pozwolić sobie na kolejną rynkową wpadkę.

