Wyobraź sobie potężnego, ważącego ponad dwie tony i dysponującego mocą 1003 koni mechanicznych elektrycznego SUV-a, pędzącego przez legendarne „Zielone Piekło”. Brzmi to jak klasyczny scenariusz testów dla najszybszych aut na globie.
A co, jeśli dodamy do tego jeden mały, acz kluczowy szczegół? Za kierownicą tej rozpędzonej maszyny nie ma absolutnie nikogo. Xiaomi YU7 GT właśnie zapisało się w historii motoryzacji, pokonując niezwykle wymagający niemiecki tor Nordschleife w trybie w pełni autonomicznym. Pojazd poradził sobie z tym zadaniem bez ingerencji z zewnątrz na dystansie 20,8 kilometra.
Czy ten spektakularny wyczyn rzeczywiście zmienia zasady gry, czy jest tylko próbą odwrócenia uwagi rynków?

Sprzęt z najwyższej półki zamiast kierowcy wyścigowego
Chiński gigant technologiczny rzucił na szalę absolutnie wszystko, co posiada w swoim zaawansowanym arsenale badawczym. Zamiast doświadczonego kierowcy wyścigowego o doskonałym refleksie, o losach ogromnego auta decydowały chłodne algorytmy i najnowocześniejsze sensory. System operacyjny oparty na potężnym procesorze NVIDIA DRIVE AGX Thor przetwarzał w czasie rzeczywistym dane napływające z lidaru, radaru 4D, 11 kamer wysokiej rozdzielczości oraz 12 precyzyjnych czujników ultradźwiękowych.
Efekt końcowy? Te 73 mordercze zakręty zostały pokonane w czasie 10 minut i 29,483 sekundy. Co istotne, okrążenie 8 czerwca 2026 roku odbyło się na częściowo mokrym asfalcie. Inżynierowie z europejskiego centrum R&D w Monachium gwarantują, że samochód polegał wyłącznie na autorskim oprogramowaniu Xiaomi HAD, bez użycia zdalnego operatora.
Boleśnie brutalne zderzenie z ludzką rzeczywistością
Chociaż sam fakt przejechania najtrudniejszego toru świata bez ludzkiej pomocy budzi szczery podziw, statystyki bywają bezlitosne. Czas nieznacznie poniżej dziesięciu i pół minuty to w rzeczywistości rezultat, który na Nürburgringu bez większego trudu osiągają ostrożni debiutanci w zwykłych, codziennych autach osobowych.
Słynny dostawczy Ford Transit z lat 80. był tam w stanie pojechać szybciej. Prawdziwy cios dla prestiżu sztucznej inteligencji nadchodzi jednak, gdy zestawimy ten wynik z osiągami człowieka. Profesjonalny kierowca, Ren Zhoucan, wykręcił za kierownicą tego samego Xiaomi YU7 GT genialne 7 minut i 22,755 sekundy.
To wynik bijący rekord spalinowego Audi RS Q8 o całe 14 sekund. System sztucznej inteligencji, profilaktycznie unikający najeżdżania na tarki i wcześnie dohamowujący, był od człowieka o ponad trzy minuty wolniejszy. To przepaść.

Wielki sprawdzian technologii czy zasłona dymna dla giełdy?
W świecie rzetelnego dziennikarstwa motoryzacyjnego takie wydarzenia zawsze rodzą niewygodne pytania. Eksperci słusznie punktują, że podczas autonomicznego przejazdu tor był całkowicie zamknięty, a algorytmy nie musiały w ogóle reagować na zachowania innych kierowców. Niemniej, nie można odmówić Xiaomi rozmachu inżynieryjnego.
Trudno zresztą nie oceniać tego medialnego wydarzenia przez pryzmat twardych danych rynkowych, które nie napawają optymizmem. Po potężnym grudniowym boomie, kiedy na ulice wyjechało rekordowe 39 089 sztuk tego elektryka, w maju 2026 roku miesięczna sprzedaż YU7 GT drastycznie stopniała do zaledwie 8736 egzemplarzy. Oznacza to spadek o 11,5% z miesiąca na miesiąc.
Wypuszczenie bezzałogowego kolosa do „Zielonego Piekła” to imponujący pokaz siły. Pytanie jednak, czy ten cyfrowy wyczyn wystarczy, aby ściągnąć polskich i europejskich kierowców z powrotem do salonów.

