Wyobraźcie sobie sztucznego satelitę orbitującego zaledwie trzysta pięćdziesiąt kilometrów nad naszymi głowami. To mniej więcej tyle, co odległość w linii prostej z Warszawy do Gdańska.
Dla tradycyjnych urządzeń taka wysokość to bezwarunkowy wyrok śmierci, ponieważ szczątkowa atmosfera generuje silne tarcie, które nieuchronnie ściąga wszelkie obiekty na Ziemię. Wszystko wskazuje jednak na to, że w kwietniu dwa tysiące dwudziestego szóstego roku zasady gry uległy ostatecznej zmianie.
Jak satelity zaczęły oddychać powietrzem
W dwa tysiące dwudziestym pierwszym roku sześciu świeżo upieczonych absolwentów z hiszpańskiego Vigo postanowiło rzucić wyzwanie prawom aerodynamiki i fizyki, zakładając startup Kreios Space. Ich celem było podbicie tak zwanej bardzo niskiej orbity okołoziemskiej, znanej w branży technologicznej jako VLEO.

Rozwiązaniem problemu niszczycielskiego tarcia okazał się rewolucyjny silnik ABEP, czyli napęd elektryczny „oddychający” powietrzem. Mechanizm ten przechwytuje śladowe ilości gazów z górnych warstw atmosfery, a następnie przy pomocy wyłącznie energii słonecznej przekształca je w plazmę. Ta z kolei jest wyrzucana pod ciśnieniem z tyłu statku, generując stabilny ciąg.
Oznacza to całkowity brak konieczności zabierania na pokład tradycyjnego, ciężkiego paliwa. Dzięki tej technologii satelity mogą krążyć tuż nad naszymi głowami przez całe lata, zamiast stawać w płomieniach po zaledwie kilku dniach operacji.
Wielomilionowa inwestycja i zaufanie paktu północnoatlantyckiego
Sukces hiszpańskich inżynierów nie przeszedł bez echa na międzynarodowej arenie politycznej i wojskowej. Fundusz Innowacyjności NATO oraz fundusz JOIN Capital zainwestowały w rozwój Kreios Space osiem milionów euro, co w przeliczeniu na nasze realia daje gigantyczną kwotę ponad trzydziestu czterech milionów złotych.

Z perspektywy bezpieczeństwa państw europejskich, w tym naturalnie Polski, jest to krok o znaczeniu wybitnie strategicznym. Operowanie na bardzo niskiej orbicie gwarantuje błyskawiczną łączność telekomunikacyjną oraz krystalicznie czysty, wysoce precyzyjny obraz z kamer szpiegowskich. Zwiększa to naszą technologiczną niezależność od zewnętrznych dostawców oraz amerykańskich hegemonów, budując sprawny, suwerenny europejski system obserwacyjny.
Rewolucja na orbicie bez generowania kosmicznych śmieci
Zejście na wysokość poniżej czterystu kilometrów to jednak nie tylko przewaga militarna NATO, ale przede wszystkim niesamowity zysk operacyjny i ekologiczny. Tradycyjne urządzenia szpiegowskie i badawcze muszą być gigantyczne i kosztowne w produkcji, aby z ogromnej odległości zrobić wyraźne zdjęcie. Tymczasem operowanie niemalże w górnych warstwach chmur pozwala na miniaturyzację sprzętu i radykalne cięcie kosztów wysyłki.
Niezwykle ważny jest również aspekt ochrony przestrzeni kosmicznej. Kiedy innowacyjny satelita Kreios Space kończy swoją misję, nie staje się kolejnym, śmiertelnie niebezpiecznym kosmicznym śmieciem, wędrującym przez stulecia w pustce. Urządzenie po prostu płynnie schodzi niżej i błyskawicznie spala się w ziemskiej atmosferze, nie pozostawiając po sobie absolutnie żadnego śladu.
Co hiszpański sukces oznacza dla polskiego sektora innowacji?
Ewolucja rynku z kwietnia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku to potężny zastrzyk motywacji dla rodzimej branży. Projekt „oddychających” satelitów udowadnia, że w dziedzinie głębokich technologii (deep tech) nie trzeba dysponować budżetem NASA, aby przyciągnąć uwagę największych funduszy inwestycyjnych na świecie.
Polscy inżynierowie mają doskonałe zaplecze akademickie, by iść w ślady zdolnych rówieśników z Vigo. Przyszłość nowoczesnej obronności będzie rozgrywać się znacznie bliżej Ziemi, a ci, którzy pierwsi opanują sztukę latania na samym skraju atmosfery, dyktować będą kosmiczne warunki przez najbliższe dekady.

