To już nie są scenariusze z filmów science fiction, lecz twarda, militarna rzeczywistość, która zdefiniuje układ sił na niebie w nadchodzących dekadach. W zaledwie cztery miesiące od startu produkcji, światło dzienne ujrzał pierwszy egzemplarz uderzeniowego drona YFQ-44A.
Amerykańskie siły powietrzne zyskują potężne wsparcie w postaci półautonomicznych „skrzydłowych”, a firma Anduril udowadnia, że nowoczesny przemysł zbrojeniowy potrafi działać w zawrotnym tempie. To bez wątpienia technologiczny przełom, który całkowicie odmieni taktykę prowadzenia podniebnych operacji bojowych.
Miliardowa inwestycja i mordercze tempo produkcji
Firma Anduril oficjalnie ogłosiła ukończenie prac nad pierwszą maszyną w swojej gigantycznej fabryce Arsenal-1, zlokalizowanej w hrabstwie Pickaway w stanie Ohio. Warty około 4 miliardów złotych i zajmujący powierzchnię ponad 460 tysięcy metrów kwadratowych kompleks to przemysłowy kolos, który zapewni pracę dla czterech tysięcy specjalistów.
Budowę zapowiedziano w styczniu 2025 roku, a już w lipcu 2026 roku linia wydała na świat gotowy sprzęt bojowy. YFQ-44A to w pełni zmilitaryzowany wariant zaawansowanego drona FQ-44, zwanego „Fury”, projektowany specjalnie na potrzeby programu Collaborative Combat Aircraft (CCA).
Zakład znajdujący się w pobliżu lotniska Rickenbacker ma docelowo produkować aż sto pięćdziesiąt takich nowoczesnych bezzałogowców rocznie, co idealnie zaspokaja pilne zapotrzebowanie Pentagonu na masowy, nowoczesny sprzęt.
Testy bojowe i nowa taktyka sił powietrznych
Amerykańskie Siły Powietrzne nie tracą cennego czasu na biurokrację. Zaledwie dwa tygodnie przed narodzinami pierwszego seryjnego drona, przeprowadzono historyczny, pierwszy test ogniowy ostrej amunicji w ramach programu CCA. Bezzałogowiec YFQ-44A perfekcyjnie zrealizował uderzenie na cel znajdujący się poza zasięgiem wzroku (BVLOS), wykorzystując ćwiczebną wersję zaawansowanego pocisku powietrze-powietrze średniego zasięgu AIM-120 AMRAAM.
Równolegle w słynnej bazie Creech w Nevadzie zakończono intensywne ćwiczenia Agile Combat Employment. Dowodzący eksperymentalną jednostką generałowie wyraźnie podkreślają, że dominacja w dzisiejszym, nasyconym obroną przeciwlotniczą środowisku operacyjnym wymaga błyskawicznego wprowadzania do walki taniej i skutecznej „masy”. Tego typu drony wydłużają zasięg rażenia lotnictwa załogowego i radykalnie zwiększają szanse na przeżycie pilotów na nowoczesnym polu walki.
Palec na spuście wciąż należy do człowieka
Wizja rojów półautonomicznych maszyn przemierzających niebo może budzić naturalny niepokój u laików, jednak wojskowi eksperci i analitycy stanowczo uspokajają opinię publiczną. Decyzja o odpaleniu pocisków czy zrzuceniu bomb zawsze, na każdym etapie misji, pozostanie w rękach ludzkiego operatora.
Chociaż drony posiadają ogromną niezależność w nawigacji, dowodzenie i kontrola nad śmiercionośnymi systemami są ściśle zabezpieczone. Amerykańscy stratedzy przypominają, że kluczem jest budowanie bezwzględnego zaufania między żołnierzami a algorytmami w symulatorach oraz na poligonach.
W pierwszej fazie wdrożenia siły powietrzne USA planują pozyskać od stu do stu pięćdziesięciu takich sztuk, ale docelowy cel to imponująca flota tysiąca „skrzydłowych”. Nowoczesne pole walki właśnie przestało być pieśnią przyszłości – ono dzieje się na naszych oczach.

