Rynek akcesoriów mobilnych pęka w szwach, a producenci dwoją się i troją, aby przyciągnąć naszą uwagę. Kiedy wydawało się, że w kwestii przenośnych baterii wymyślono już wszystko, na scenę wkracza Nimble Sharepower Portable Charger.
Ten wyjątkowy sprzęt to nie jest kolejna nudna cegła do ładowania telefonu, lecz genialne w swojej prostocie rozwiązanie problemu, który zna każdy z nas. Wyobraź sobie sytuację, w której Twój smartfon i telefon Twojego przyjaciela padają jednocześnie podczas długiej podróży pociągiem PKP do Gdańska. Zamiast walczyć o jeden kabel, w końcu możecie podzielić się energią w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Dziel i rządź, czyli jeden powerbank, dwa niezależne urządzenia
Podczas gdy standardowe baterie oferują po prostu kilka portów, podejście marki Nimble całkowicie zmienia zasady gry. Główną zaletą Sharepower jest możliwość fizycznego rozdzielenia go na dwie mniejsze, całkowicie niezależne jednostki. Dzięki temu możesz bez problemu podłączyć własnego smartfona do jednej połówki, a drugą wręczyć znajomemu, aby mógł swobodnie korzystać ze swojego urządzenia w innym miejscu.
To niezwykle przydatna opcja, która eliminuje konieczność siedzenia w plątaninie kabli i pozwala zachować pełną mobilność. Oczywiście w razie potrzeby połączony sprzęt naładuje nawet trzy urządzenia naraz, ale to właśnie funkcja fizycznego podziału jest prawdziwym asem w rękawie tego gadżetu dla każdego podróżnika.

Specyfikacja techniczna i przemyślane złącza
Warto przyjrzeć się liczbom, bo te wyglądają naprawdę obiecująco i odpowiadają na realne potrzeby użytkowników. W połączonej formie powerbank oferuje pojemność 10 000 mAh oraz całkowitą moc wyjściową na poziomie 35 W. Po rozdzieleniu otrzymujemy dwa poręczne, lekkie ogniwa o pojemności 5 000 mAh i mocy 20 W każde. Producent zadbał również o ogromną wygodę i różnorodność złączy.
Pierwsza połówka posiada zintegrowany kabel USB-C oraz dodatkowy port w tym samym standardzie. Druga część dysponuje standardowym wejściem oraz sprytnym, składanym złączem USB-C, które można wpiąć bezpośrednio w telefon bez użycia jakichkolwiek dodatkowych przewodów.
Aby uniknąć przykrych niespodzianek, każdy moduł posiada własny wskaźnik naładowania – jedna część wykorzystuje cztery klasyczne diody LED, podczas gdy druga ma wbudowany nowoczesny, miniaturowy cyfrowy wyświetlacz.
Magnetyczna fuzja z drobnym zgrzytem
Obie części łączą się ze sobą za pomocą silnych magnesów i złączy typu pogo pin. Mechanizm ten działa niezwykle satysfakcjonująco, a solidne spasowanie gwarantuje, że powerbank nie rozpadnie się przypadkowo podczas noszenia w plecaku czy torebce.
Trzeba jednak z dziennikarskiego obowiązku wspomnieć o pewnym niedociągnięciu, które nieco rzutuje na codzienne użytkowanie. Niestety, połączone połówki nie ładują się nawzajem, co z pewnością wymaga od użytkownika odrobiny dodatkowej uwagi podczas uzupełniania w nich energii w domowym zaciszu, przed kolejną wyprawą.
Polska cena. Warto zainwestować?
Urządzenie zadebiutowało za oceanem z metką 79,95 dolarów, co w polskich warunkach – po doliczeniu standardowych podatków i marży – przekłada się na kwotę około 349 złotych. Oprócz klasycznej, eleganckiej bieli, sprzęt dostępny jest w dwóch intrygujących, limitowanych wersjach kolorystycznych: Liquid Crystal Blue oraz Liquid Crystal Pink, które wyróżniają się nietypową, pofalowaną teksturą przypominającą taflę wody.
W tej cenie na polskim rynku bez trudu znajdziemy modele o znacznie wyższej pojemności nominalnej. Niemniej jednak dla osób ceniących nieszablonowy design, ogromną wygodę i innowacyjne podejście do dzielenia się energią w podróży, ten podzielny gadżet może okazać się absolutnym strzałem w dziesiątkę.

