Choć prezes Take-Two, Strauss Zelnick, dumnie zapowiadał, że najnowsza odsłona kultowej serii zadebiutuje z potężnym wsparciem dla nośników fizycznych, dotychczasowe ruchy wydawcy mocno ostudziły zapał graczy.
Brak płyt w standardowych zamówieniach przedpremierowych GTA 6 na konsole nowej generacji wywołał ogromne rozczarowanie w całej społeczności. Wszyscy fani, którzy uwielbiają zapach świeżo odpakowanej gry oraz budowanie namacalnej kolekcji na półce, musieli przełknąć bardzo gorzką pigułkę. W erze dominacji cyfrowej dystrybucji fizyczne wydania stają się powoli reliktem, ale od produkcji takiego kalibru oczekiwano czegoś znacznie więcej.
Jednak w mrocznych zakątkach internetu pojawił się promyk nadziei, który na nowo rozpalił gorące dyskusje na forach. W sieci zadebiutowały, a następnie błyskawicznie zniknęły, niezwykle intrygujące fotografie, które mogą zmienić zasady gry.
Tajemnicze czarne pudełko z Vice City
Za całe ogromne zamieszanie odpowiada rzekomy pracownik meksykańskiej firmy poligraficznej, która na co dzień zajmuje się projektowaniem i produkcją ekskluzywnych opakowań dla branży rozrywkowej. To właśnie ta osoba opublikowała materiały przedstawiające masywny karton, który swoimi gabarytami bez problemu zawstydza nawet gigantyczne pudełko od konsoli PlayStation 5.
Na froncie tego czarnego, bardzo minimalistycznego opakowania dumnie pręży się kultowe logo Grand Theft Auto VI oraz subtelny, neonowy zarys mapy słonecznego stanu Leonida. Autor tego gorącego przecieku wspominał początkowo o tajemniczym, okrągłym elemencie zabezpieczającym wewnątrz, co natychmiast wywołało lawinę spekulacji o obecności upragnionego fizycznego nośnika.
Choć niedługo później próbował wycofać się z tych ryzykownych słów, najprawdopodobniej z obawy przed bezwzględnymi prawnikami Rockstar Games, machina ruszyła. Zdjęcia zdążyły obiec cały świat i zapisać się na dyskach tysięcy czujnych graczy.
Ceny i dylematy przed listopadową premierą
Do wyczekiwanej latami oficjalnej premiery, zaplanowanej na 19 listopada, pozostało już naprawdę niewiele czasu. Obecnie na polskim rynku gracze mogą zamawiać w ciemno jedynie dwie wersje, w dodatku wyłącznie w formacie cyfrowym.
Za podstawową Edycję Standardową przyjdzie nam zapłacić równowartość około 350 złotych, podczas gdy bogatsza Edycja Ultimate odchudzi nasze portfele o blisko 450 złotych. O trzeciej, najbardziej ekskluzywnej opcji, oficjalne komunikaty marketingowe milczą jak zaklęte. Ten całkowity brak zapowiedzi sprawia, że analitycy branżowi i fani zaczynają wątpić, czy to gigantyczne pudło faktycznie trafi na sklepowe półki jako ogólnodostępny produkt dla każdego.
Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że jest to jedynie mocno limitowany zestaw promocyjny, przygotowany wyłącznie dla wpływowych dziennikarzy oraz internetowych celebrytów, co byłoby kolejnym potężnym ciosem dla wiernych kolekcjonerów w Polsce.
Czego uczy nas przeszłość i Dziki Zachód
Zanim jednak zaczniemy kompulsywnie odkładać oszczędności na ten wymarzony zestaw ociekający luksusem, warto przypomnieć sobie, jak Rockstar potraktował najbardziej zagorzałych fanów zaledwie kilka lat temu przy okazji premiery Red Dead Redemption 2. Ówczesna, piekielnie droga edycja kolekcjonerska była przepięknym metalowym kufrem pełnym klimatycznych gadżetów, ale… nie zawierała samej gry, ani nawet cyfrowego kodu do jej pobrania.
Bardzo możliwe, że w przypadku kryminalnych przygód w Vice City historia niestety zatoczy koło. Nawet jeśli wewnątrz ostatecznie zabraknie płyty z grą, zapaleni kolekcjonerzy z pewnością zadowoliliby się pięknie tłoczonym SteelBookiem, wielką papierową mapą całego stanu Leonida czy wysokiej jakości odzieżą inspirowaną gangsterskim klimatem.
Dopóki jednak amerykańscy twórcy nie zabiorą w tej sprawie oficjalnie głosu, wszystkie te rewelacyjne doniesienia musimy traktować z odpowiednim, chłodnym dystansem, delektując się jedynie wyobrażeniami o zawartości.
Źródło: X.com

