Wrześniowa konferencja Apple przyniosła nam historyczne trzęsienie ziemi, na które rynek czekał od lat. Nowy dyrektor generalny giganta z Cupertino, John Ternus, z dumą zaprezentował światu pierwszego składanego smartfona w historii marki.
iPhone Duo z zewnętrznym ekranem o przekątnej 5,4 cala i wielkim, 7,6-calowym panelem wewnętrznym wywołał prawdziwą lawinę emocji. Dla wielu polskich konsumentów największym szokiem okazała się jednak jego oficjalna wycena. Podstawowa wersja wyposażona w 256 GB przestrzeni dyskowej została wyceniona na naszym rynku na oszałamiające 9 999 złotych.
Najdroższy wariant z dyskiem 2 TB to już wydatek rzędu 15 999 złotych. Biorąc pod uwagę, że oficjalna przedsprzedaż rusza w Polsce już 16 października 2026 roku, a telefony trafią do pierwszych klientów zaledwie tydzień później, wielu entuzjastów nowych technologii zadaje sobie jedno fundamentalne pytanie: gdzie na świecie tego technologicznego potwora można kupić zauważalnie taniej?
Stany Zjednoczone to wciąż ziemia obiecana dla fanów elektroniki
Tradycyjnie już najniższe kwoty na metkach zobaczymy w ojczyźnie nadgryzionego jabłka. Amerykańska cena startowa za bazowy wariant wynosi równiutkie 1999 dolarów. W bezpośrednim przeliczeniu daje to kwotę o ponad dwa tysiące złotych niższa niż nad Wisłą.
Trzeba jednak pamiętać o kluczowym detalu, na którym regularnie potykają się początkujący łowcy okazji. Ceny w amerykańskich sklepach podawane są zawsze jako kwoty netto. Aby zapłacić absolutne minimum i nie dołożyć do interesu ani centa, należy udać się do stanów z zerową stawką podatku od sprzedaży, takich jak Delaware, Montana, New Hampshire czy Oregon.
Bliską, ale nieco droższą alternatywą jest Kanada, gdzie sprzęt kosztuje w przeliczeniu około 2280 dolarów, do czego na koniec również trzeba obowiązkowo doliczyć prowincjonalny podatek.
Azjatyckie rynki kuszą brakiem opłat i zniżkami dla turystów
Jeśli nie planujesz podróży za wielką wodę, doskonałą i często łatwiej dostępną alternatywą na zakupy okazuje się Azja. Drugim najtańszym rynkiem na całym globie niezmiennie pozostaje Hongkong, gdzie całkowity brak lokalnych podatków pozwala nabyć nowy model za równowartość zaledwie 2230 dolarów. Prawdziwym zakupowym rajem dla turystów z Europy okazuje się natomiast Japonia.
Choć nominalna cena z wliczonym lokalnym podatkiem konsumpcyjnym wynosi tam w przeliczeniu blisko 2380 dolarów, podróżujący mogą legalnie skorzystać ze zwrotu w ramach przyjaznej procedury Tax Free. Dzięki temu prostemu zabiegowi ostateczny koszt zakupu spada do niecałych 2160 dolarów.
Bardzo zbliżony mechanizm funkcjonuje zresztą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie po sprawnym odliczeniu opłat na lotnisku, za urządzenie zapłacimy zaledwie nieco ponad 2200 dolarów.
Czy importowanie iPhone’a Duo faktycznie ma sens?
Decydując się na spontaniczny zakup za granicą, zawsze należy chłodno kalkulować potencjalne ryzyko. Nowy flagowiec Apple został definitywnie pozbawiony fizycznego slotu na kartę SIM i na całym świecie działa teraz wyłącznie w nowoczesnym standardzie eSIM.
Choć rodzimi operatorzy doskonale radzą sobie z tą technologią, zawsze warto uważać na potencjalne różnice w obsługiwanych pasmach łączności 5G. Bezwzględnie odradzamy natomiast poszukiwanie okazji w takich krajach jak Turcja czy Brazylia, gdzie zaporowe cła importowe wywindowały ceny tego pięknego składaka do wręcz absurdalnych 4500 dolarów.
Zanim w przypływie euforii kupisz bilet lotniczy, pamiętaj też o jednym drobnym detalu – zakup iPhone’a w polskim sklepie gwarantuje pełną, dwuletnią ochronę z tytułu rękojmi, czego nie zapewni Ci absolutnie żaden zagraniczny sprzedawca.

