Od 12 września polscy fani technologii mogą zamawiać w przedsprzedaży najnowsze smartfony z logo nadgryzionego jabłka. Jednak w przeciwieństwie do ubiegłych lat, nie obserwujemy wirtualnych kolejek ani frustrujących opóźnień.
Nowy iPhone 18 Pro jest na wyciągnięcie ręki, co rodzi pytania o rzeczywiste zainteresowanie flagowcem. Czy gigant z Cupertino stracił swój dawny blask, czy może to tylko cisza przed premierą rewolucyjnego, składanego modelu?
Spokojny start przedsprzedaży w polskich sklepach
Tegoroczna gorączka zakupowa okazała się zaskakująco chłodna. Klienci decydujący się na mniejszy wariant, czyli iPhone 18 Pro, mogą liczyć na dostawę dokładnie w dniu oficjalnej premiery, zaplanowanej na 18 września.
Co więcej, wybór odbioru osobistego w popularnych polskich salonach autoryzowanych sprzedawców niemal całkowicie eliminuje czas oczekiwania. Jedynie wybrane konfiguracje większego brata budzą zauważalnie większe zainteresowanie.
Decydując się na iPhone 18 Pro Max w wariantach 256 GB i 512 GB, musimy uzbroić się w cierpliwość na około trzy do czterech tygodni. Co ciekawe, topowe wersje z jednym lub dwoma terabajtami przestrzeni na dane są dostępne od ręki. Sugeruje to wyraźnie, że portfele konsumentów mają swoje granice, a ogólny popyt jest dość umiarkowany na tle poprzednich generacji.
Kosmiczne ceny i brak powiewu świeżości
Dlaczego najnowsze modele nie znikają z wirtualnych półek w mgnieniu oka? Odpowiedź branżowych analityków jest brutalnie prosta: brakuje wyraźnych innowacji, a koszty zakupu są zaporowe. Cena standardowego iPhone’a 18 Pro startuje w Polsce od poziomu około 6299 złotych, natomiast za bazowego Pro Maxa trzeba zapłacić niemal 7000 złotych.
Przy tak wysokich kwotach, użytkownicy słusznie oczekują technologicznych fajerwerków, a tych po prostu zabrakło. Kosmetyczne zmiany w designie to zbyt mało, by przekonać posiadaczy poprzednich generacji do rozbicia świnki skarbonki.
Cień innowacji: Składany iPhone Duo tuż za rogiem
Prawdziwym winowajcą słabszej sprzedaży klasycznej serii Pro może być jednak wewnątrzfirmowa konkurencja. Na horyzoncie majaczy już składany iPhone Duo, którego przedsprzedaż rusza 16 października.
Wielu entuzjastów nowych technologii woli wstrzymać się z zakupem i zainwestować w sprzęt, który faktycznie zmieni zasady gry. Trzeba jednak pamiętać, że pierwszy „składak” od Apple to propozycja dla nielicznych. Z ceną początkową oscylującą w okolicach 10 000 złotych, model ten celuje w najbardziej zamożnych i wymagających gadżeciarzy.
Genialna logistyka czy cięcia w produkcji?
Krótki czas oczekiwania nie musi od razu oznaczać rynkowej porażki. Możliwe, że Apple wyciągnęło wnioski z przeszłości i znacznie zoptymalizowało swoje procesy produkcyjne, zatowarowując magazyny z odpowiednim wyprzedzeniem. Brak drastycznych zmian w konstrukcji obudowy z pewnością ułatwił fabrykom sprawniejszy montaż.
Z drugiej strony, z kuluarów łańcucha dostaw dochodzą wieści o zredukowaniu prognoz produkcyjnych dla całej serii Pro do 72 milionów sztuk. Winą obarcza się tu przeszkody techniczne, w tym wąskie gardła przy produkcji nowego aparatu o zmiennej przysłonie oraz skomplikowane procesy tworzenia mechanizmów zawiasów dedykowanych dla nadchodzącego modelu Duo.

