Dla wielu z nas codzienne dojazdy do pracy w zatłoczonej Warszawie, zakorkowanym Poznaniu czy rozkopanym Krakowie to przewidywalna rutyna, w której absolutnie nie potrzebujemy elektronicznego asystenta prowadzącego nas za rękę.
Mimo to, chętnie zerkamy na duży ekran z mapą wbudowany w deskę rozdzielczą. Mapy Google wprowadzają właśnie rewelacyjną aktualizację, dzięki której prędkościomierz Android Auto będzie stale widoczny na wyświetlaczu pojazdu, nawet zupełnie bez wpisywania konkretnego celu podróży. Jeszcze do niedawna, aby mieć dostęp do tych kluczowych danych telemetrycznych, musieliśmy aktywnie włączyć prowadzenie do celu.
Przy doskonale znanych, lokalnych trasach, gdzie znamy każdy zakręt, kompletnie mijało się to z celem i bywało po prostu irytujące. Teraz wirtualny kokpit nareszcie ożyje, w inteligentny sposób dostarczając nam niezbędnych informacji przez cały czas trwania przejazdu, stając się cichym, ale bardzo przydatnym towarzyszem podróży.
Dlaczego to tak ważna zmiana dla polskich kierowców?
Zdecydowana większość zmotoryzowanych uruchamia ulubioną aplikację mapową wyłącznie dla samej orientacji w terenie oraz bieżącego podglądu sytuacji drogowej. Nowa aktualizacja oprogramowania doskonale wypełnia tę dotychczasową lukę, wyświetlając nie tylko naszą aktualną prędkość, ale również przypominając o obowiązujących w danym miejscu ograniczeniach czy istotnych znakach drogowych, takich jak znak stopu.
Co więcej, prędkość obliczana za pomocą nowoczesnego modułu GPS w smartfonie jest zazwyczaj o wiele bardziej precyzyjna niż to, co wskazuje tradycyjny, analogowy licznik w samochodzie, który celowo bywa fabrycznie zawyżany przez producentów aut. Oczywiście warto uczciwie zaznaczyć, że jest to dość spóźniona innowacja w ekosystemie.
Krytycy słusznie zauważają, że mocne konkurencyjne rozwiązania, w tym kultowy w naszym kraju Yanosik, siostrzany Waze czy też system Apple CarPlay, oferują podobne udogodnienia od bardzo dawna. Lepiej jednak późno niż wcale, a technologiczny gigant z Mountain View wreszcie wsłuchał się w narzekania internetowej społeczności.
Znikający prędkościomierz to tylko irytujący błąd
W minionych tygodniach przez fora internetowe oraz media społecznościowe przetoczyła się spora fala oburzenia. Użytkownicy masowo zgłaszali nagłe zniknięcie wskaźnika prędkości ze swoich samochodowych wyświetlaczy multimedialnych.
Spieszę z uspokojeniem zmartwionych kierowców: brak prędkościomierza absolutnie nie był celowym zabiegiem programistów, lecz zwykłym, przejściowym błędem oprogramowania, który jest już intensywnie badany i naprawiany.
Wdrażanie stałego wskaźnika, działającego w pełni bez aktywnej nawigacji, odbywa się w sposób mocno fazowy i stopniowy. Z tego naturalnego powodu nie wszyscy właściciele pojazdów mają jeszcze dostęp do tej nowinki. Pełny, oficjalny harmonogram masowej aktualizacji nie został niestety ujawniony, ale gorąco zalecam regularne sprawdzanie sklepu z aplikacjami. Warto dbać o to, by wasz smartfon zawsze dysponował najnowszą wersją systemu operacyjnego oraz samych zaktualizowanych Map.
Jak łatwo aktywować nową funkcję na swoim urządzeniu?
Jeśli chcesz samodzielnie upewnić się, że zmodernizowana funkcja będzie działać poprawnie na Twoim sprzęcie, musisz zajrzeć do opcji konfiguracyjnych w swoim osobistym telefonie komórkowym. Wystarczy, że uruchomisz klasyczną aplikację Mapy, dotkniesz swojego zdjęcia profilowego znajdującego się w rogu ekranu i przejdziesz prosto do głównych ustawień programu.
Następnie musisz powoli odszukać zakładkę dotyczącą ogólnych ustawień nawigacji, gdzie nieco głębiej ukryte są interesujące nas opcje jazdy.Właśnie tam, niemal na samym końcu listy, znajduje się dedykowany przełącznik, za pomocą którego zaledwie jednym szybkim dotknięciem swobodnie włączysz lub wyłączysz wyświetlanie precyzyjnego prędkościomierza na ekranie.
To banalnie prosty proces konfiguracji, który pozwala na pełną personalizację naszych cyfrowych doświadczeń za kierownicą, swobodnie dopasowując nowoczesny interfejs do własnych, indywidualnych preferencji drogowych.

