Kiedy na początku 2025 roku debiutowała flagowa karta graficzna NVIDIA GeForce RTX 5090, wielu pasjonatów technologii narzekało na wysoką cenę startową. Dziś tamte kwoty wydają się jedynie nieśmiesznym żartem.
Minęło kilkanaście miesięcy, a my we wrześniu 2026 roku obserwujemy rynkowy absurd. Najpotężniejszy układ graficzny na świecie stał się towarem luksusowym, na który stać tylko najbogatszych. Zamiast trafiać do potężnych komputerów gamingowych nad Wisłą, urządzenia te masowo znikają w azjatyckich laboratoriach sztucznej inteligencji, całkowicie dewastując globalny łańcuch dostaw.
Kosmiczne ceny i puste półki w polskich sklepach
Sugerowana cena detaliczna, wynosząca początkowo w przeliczeniu około 9 tysięcy złotych, to już niestety tylko prehistoria. Jako baczni obserwatorzy rynku sprzętowego widzimy, że obecnie za najtańsze modele RTX 5090 trzeba zapłacić równowartość ponad 26 tysięcy złotych, a w skrajnych przypadkach ceny u globalnych sprzedawców przekraczają absurdalne 48 tysięcy złotych. Przekładając to na nasze realia – za jedną flagową kartę graficzną moglibyśmy bez problemu kupić niezłej klasy używany samochód osobowy.
Rodzimi dystrybutorzy i popularne elektromarkety świecą pustkami. Kiedy na polskim Amazonie czy rodzimych serwisach aukcyjnych pojawia się jakikolwiek egzemplarz, jego cena z miejsca zwala z nóg i odstrasza typowego gracza.
Średni wzrost kosztu zakupu to trzykrotność, a czasem nawet czterokrotność pierwotnej wartości. Główne przyczyny tego zjawiska to poważne braki w dostawach pamięci VRAM oraz nienasycony, wciąż rosnący apetyt sektora sztucznej inteligencji.
Chińskie laboratoria AI pożerają rynkowe zapasy
Gdzie zatem podziały się te wszystkie potężne układy? Odpowiedź jest brutalnie prosta: w Chinach. Choć najnowsze, dedykowane procesory NVIDIA z serii Blackwell są w Państwie Środka całkowicie zakazane przez surowe amerykańskie restrykcje eksportowe, sprytni pośrednicy znaleźli ogromną lukę w systemie i masowo przemycają tysiące konsumenckich kart RTX 5090.
W Azji powstał gigantyczny, podziemny łańcuch dostaw, który działa na skalę przemysłową. Zwykłe karty gamingowe są bezlitośnie obdzierane z wymyślnych, podświetlanych systemów chłodzenia. Następnie montuje się je na specjalnych płytkach drukowanych, które idealnie pasują do gęsto upakowanych szaf serwerowych. Dlaczego proceder ten jest tak powszechny?
Analizy rynkowe jednoznacznie wskazują, że zakup tysięcy sztuk RTX 5090 na czarnym rynku, nawet przy potężnym przebiciu cenowym, wciąż opłaca się chińskim korporacjom znacznie bardziej, niż polowanie na garstkę wielokrotnie droższych akceleratorów AI.
Chłodzenie na wagę złota, czyli co zostało dla graczy
Dla przeciętnego entuzjasty technologii z Polski, który marzył o płynnej rozgrywce w najwyższych detalach, sytuacja jest wręcz tragikomiczna. W globalnych sieciach handlowych coraz częściej można kupić zaledwie same obudowy i radiatory od RTX 5090, zupełnie pozbawione rdzenia.
Wydmuszki pozbawione drogocennego krzemu są wyprzedawane za kilkaset złotych. Służą co najwyżej jako bardzo drogi przycisk do papieru, technologiczna rzeźba na biurku lub mroczne przypomnienie tego, do kogo pierwotnie miały trafić.
Flagowiec „zielonych” ostatecznie przestał być sprzętem dla graczy. Krzem, który miał generować realistyczne światy w naszych ulubionych grach, w pocie czoła trenuje teraz modele językowe na drugim końcu świata, pozostawiając nas z pustymi portfelami i zdemontowanymi wentylatorami.

